W północnych ostępach Alaski, gdzie zorza polarna tańczy po niebie, a niedźwiedzie polarne mają więcej klasy niż niejeden celebryta, krąży opowieść o istocie tak dziwacznej, że nawet Yetiego przyprawiłaby o wypieki na futrze. Mowa oczywiście o Alaskańskim Smoku – tajemniczym stworzeniu, które łączy w sobie nutę folkloru, odrobinę teorii spiskowych i szczyptę poczucia humoru. Ale co to jest alaskański smok? Czy rzeczywiście istnieje, czy może to tylko efekt jednej zimowej imprezy przy zbyt dużej ilości bimbru z mrożonych jagód? Czas to sprawdzić!
Legenda, która zionie ogniem… albo śniegiem
W przeciwieństwie do europejskich smoków ziejących ogniem i chomikujących złoto, alaskański smok jest znacznie bardziej dyskretny – jak przystało na mieszkańca krainy śniegu. Legenda głosi, że pierwszy raz o tym stworze usłyszano od rdzennej ludności Tlingit, która opowiadała o Gustavie – pół-rybie, pół-gadzie, który pływał po zatoce i wydawał dźwięki przypominające skrzypiące sanie. Według innych wersji smok pojawia się tylko podczas najzimniejszych zim, przypominając węża lodowego o oczach jak zorza polarna.
Jedna z bardziej barwnych opowieści mówi o tym, że smok został obudzony przez hałasujące skutery śnieżne i z zemsty zamroził pobliskie jezioro na amen, tworząc idealną ślizgawkę… ale tylko dla odważnych. Jednym słowem – nie każdemu można wierzyć, ale każdy ma coś do powiedzenia w temacie tego lodowego gada.
Co mówią naukowcy, czyli (prawie) poważny głos w dyskusji
Od lat kryptozoolodzy – czyli ci, którzy naprawdę chcą, by potwory istniały – próbują odpowiedzieć na pytanie, co to jest alaskański smok. Teorie są różne: niektórzy uważają, że to gigantyczna, nieznana nauce odmiana żmii wodnej, inni że po prostu uciekinier z eksperymentów genetycznych (bo wiadomo, co się dzieje, jak naukowcy nudzą się w bunkrze w środku zimy).
Racjonalna część świata nauki tłumaczy relacje świadków jako błędną identyfikację znanych zwierząt: orki, morsy, a nawet – uwaga – duże kawały lodu dryfujące w nietypowy sposób. Przy takiej temperaturze można przecież zobaczyć wszystko – nawet warana z Komodo na łyżwach.
Ciekawostki, które zadziwią bardziej niż minusy na termometrze
- Legenda alaskańskiego smoka została nawet wykorzystana w jednej z kampanii reklamowych… termicznej bielizny. Bo wiadomo – smok = zimno = potrzeba dobrej jakości kalesonów.
- W 1987 roku grupa turystów z Europy przysięgała, że widziała „podwodnego dinozaura” w zatoce Wrangla. Sprecyzowano, że miał długą szyję, wystające kolce i… coś jak przyssawki do szkła. Cóż, smok widocznie był fanem Spider-Mana.
- W niektórych lokalnych barach można zamówić drink o nazwie Alaskański Smok – mieszankę, przy której nawet najstarsi górale zaczynają bełkotać o mitologii nordyckiej i potworach morskich.
A może… to po prostu metafora?
Niektórzy twierdzą, że cała historia o Alaskańskim Smoku to nie dosłowna opowieść, lecz metafora. Symbol walki z zimnem, legendarnych trudów życia na dalekiej północy, czy też typowy efekt długich, mroźnych wieczorów i braku dobrego sygnału Wi-Fi. Warto jednak dodać, że w kulturze popularnej smok stał się swoistym symbolem brawury i zimowego bohaterstwa – bo kto inny jak nie Alaskański Smok mógłby zmierzyć się z burzą śnieżną i wrócić cały (choć z lekkim odmrożeniem ogona)?
Nie brakuje również opinii, że sama legenda została wykreowana przez lokalnych przedsiębiorców, aby przyciągnąć odważnych turystów – i musimy przyznać, działa to lepiej niż wszystkie reklamy hoteli z gorącymi źródłami razem wzięte. No bo kto nie chciałby stanąć oko w oko z mitycznym smokyciem lodowatego pochodzenia?
Choć wiele historii o Alaskańskim Smoku przypomina bajki opowiadane przy kominku z kubkiem gorącej czekolady, to jednak w każdej z nich jest ziarnko… śniegu? Jedno jest pewne – niezależnie czy wierzymy w istnienie tego antybohatera czy nie, legenda o nim podbija serca (i Google!) kolejnych pokoleń poszukiwaczy przygód i fanów nietypowych zjawisk. Więc może, następnym razem, gdy usłyszysz dziwny plusk w jeziorze na Alasce… nie patrz w stronę bobra. Może to właśnie On. Smok. Alaskański.