Co się dzieje, gdy smoothie z jarmużem, Instagram i butelka oleju kokosowego spotkają się w jednej osobie? Powstaje Belle Gibson — influencerka, która zawojowała świat swoją historią o cudownym uzdrowieniu z raka… którego właściwie nigdy nie miała. Tak, to nie jest żart. To raczej lekko tragikomiczna opowieść, z której można się śmiać tylko wtedy, gdy wcześniej upewnimy się, że nie wpadliśmy w jej sidła. Poznajcie historię kobiety, która była zdrowa, ale udawała, że jest chora, i na tym zbiła całkiem niezły majątek (przynajmniej na chwilę).
Królowa smoothie i selfmedycznych rewolucji
Belle Gibson zyskała popularność na początku lat 2010 dzięki swojemu zaangażowaniu w nurt zdrowego stylu życia i alternatywnych metod leczenia. Posiadając własną aplikację „The Whole Pantry” oraz książkę kucharską pod tym samym tytułem, zdobyła serca (i portfele) tysięcy fanów. Całość okraszona była dramatyczną historią: rzekomo miała nieoperacyjnego raka mózgu i zostało jej tylko kilka miesięcy życia. Ale zamiast się poddać, sięgnęła po zdrowe jedzenie, medytację i zielone szejki. Brzmi jak bajka? No właśnie, problem w tym, że bajką to było. Dosłownie.
Internetowy fenomen z kłamstwem w tle
Gibson zbudowała całą markę osobistą na przekonaniu, że dzięki naturalnym metodom wyleczyła się z nowotworu. Brzmi spektakularnie, a jeszcze lepiej się sprzedaje. Jej aplikacja trafiła na topowe miejsca w App Store, a książka była publikowana przez nic mniej niż giganta – Penguin. Przez chwilę świat naprawdę wierzył, że Belle Gibson to cud współczesnego wellness, kobieta, która pokonała raka bez chemii, za to z blenderem w ręku.
Demaskacja oszustwa
W 2015 roku dziennikarze z „The Age” postanowili przyjrzeć się nieco bliżej jej historii. Po serii trudnych pytań i jeszcze trudniejszych odpowiedzi, wyszło na jaw, że Belle nigdy nie była chora. Nie miała raka. Nigdy. Żadnego. Wszystko było kłamstwem. A mówimy o kobiecie, która obiecywała przeznaczyć dochody z aplikacji na cele charytatywne – nic z tych rzeczy nie miało miejsca. Skandal wybuchł z siłą smoothie z chili – z zewnątrz ładne, a w środku piekielna afera.
Sądny dzień influencerki
Jak każda dobra australijska telenowela, ta również doczekała się sądu. Gibson została pozwanej przez Australijską Komisję ds. Konkurencji i Konsumentów (ACCC) i w 2017 roku dostała karę grzywny w wysokości 410 tysięcy dolarów australijskich. Oczywiście do 2023 roku nie spłaciła praktycznie nic z tej kwoty, co czyni ją nie tylko mistrzynią w kreowaniu fikcji, ale także w uniku przed odpowiedzialnością finansową.
Czy Belle Gibson była pierwsza i ostatnia?
Nie. Internet zna wiele historii ludzi, którzy z blagą w sercu i serią aplikacji na smartfona przemienili się w guru od zdrowia, duchowości lub diety bezglutenowej. Ale Belle Gibson przebiła wszystkich. Jej historia to ostrzeżenie przed bezkrytycznym przyjmowaniem treści z social media – nawet jeśli wyglądają jak estetyczne zdjęcia śniadań i brzmią jak objawienie jogi w Bali. Bo nie wszystko, co zielone i organiczne, ma siłę uzdrawiającą. Czasem ma tylko dobry filtr i niezłą historię w tle.
Niektórzy nadal próbują bronić Belle, argumentując, że może sama wierzyła w to, co mówiła. Inni twierdzą, że od początku działała z pełną premedytacją. Prawda leży gdzieś między słoikiem masła migdałowego a zbitką słów „holistyczne uzdrowienie”. Jedno jest pewne – historia Belle Gibson to gorzka pigułka rzeczywistości social mediów, którą warto połknąć bez słodzika.
Przeczytaj więcej na: https://chiclifestyle.pl/belle-gibson-kim-jest-kontrowersje-i-wplyw-na-media/