Historia ludzkości nie zawsze pachniała różami – czasami śmierdziała rozkładem, dymem i… sfermentowanymi ideami karania. Dawni królowie, sędziowie i samozwańcze bóstwa mieli niewyczerpane pokłady wyobraźni, jeśli chodzi o eliminację nieposłusznych obywateli. A że subtelność nie była ich mocną stroną, powstały metody egzekucji, które dziś mogą przyprawić nawet najmniej empatycznych internautów o nocne koszmary. Oto przerażająca, a (z przymrużeniem oka) fascynująca wycieczka po najbardziej chorobliwych metodach karania człowieka przez człowieka.
Rozpięcie na palu – królowa makabry
O ile można mówić o jakiejkolwiek „szlachetności” w wykonaniu kary śmierci, to nabijanie na pal jej zdecydowanie nie ma. Ta metoda, doskonalona przez Włada Palownika (brzmi znajomo? Tak, to pierwowzór Drakuli), polegała na… no cóż, delikatnym „nawleczeniu” delikwenta na zaostrzony kij. Pal ostrożnie wprowadzano przez część ciała o ograniczonym dostępie (wiemy, która), aż wystawał przez barki, gardło lub – ulubione przez katów – usta. Ofiara konała przez wiele godzin lub nawet dni, a cały proces był tak bardzo „spektakularny”, że Wład zyskał miano celebryty swojego czasu.
Srebrny byk (czyli gotuj się powoli, grzeszniku)
W starożytnej Grecji ktoś ewidentnie przesadził z fantazją. Falaris – władca Sycylii – kazał stworzyć metalowego byka z pustym wnętrzem, do którego wkładano skazańca. Całość następnie podgrzewano od spodu jak kebaba w automacie. Najlepsze? Specjalnie skonstruowane rury i otwory powodowały, że krzyki ofiary mućkały niczym wściekłe zwierzę. Można by rzec: hollywoodzka jakość efektów dźwiękowych, tylko przed naszą erą – i zdecydowanie bez happy endu.
Rozczłonkowanie przez konie
Jeżeli starasz się przejść test miękkości serca, nie przegap tej pozycji. Skazaniec był przywiązywany za kończyny do czterech koni, konie zaś – do twardo wyszkolonych oprawców z batami. Efekt końcowy? Ludzki „ściągany” układ kostny, który z medycznego punktu widzenia nie miał prawa przeżyć. Metoda ta była uważana za widowiskową, a często praktykowano ją publicznie, żeby motywować społeczeństwo do przestrzegania prawa. Bo przecież nic tak nie zachęca do moralności jak człowiek lecący we wszystkie strony naraz.
Dziewica z Norymbergi – piękno, które zabija
Chociaż nazwa brzmi niczym elegancki napój z nutą bergamotki, „Żelazna Dziewica” to absolutnie jedna z najokrutniejszych kar śmierci. Wyglądała jak duża metalowa trumna w kształcie kobiety, wyposażona w wewnętrzne kolce. Torturowany był umieszczany w jej wnętrzu, a następnie zamykano przednie drzwiczki – i tak (z braku wentylacji oraz liczb kolców większych niż uczniów w przeciętnej klasie) konał w męczarniach. Co ciekawe, urządzenie to często było bardziej pokazem siły niż realną metodą – choć niektórym wyjątkowo „szczęśliwym” trafiał się i pokaz praktyczny.
Slow motion, czyli śmierć przez tysiąc cięć
Chińska kara znana jako „lingchi” albo „śmierć przez tysiąc cięć” to prawdopodobnie najbardziej czasochłonny sposób egzekucji. Władze cesarskie twierdziły, że im dłużej ofiara żyje, tym lepszy wychowawczy efekt. Kat zaczynał od rąk, przechodził przez pierś, brzuch, a kończył – czasem po setkach cięć – na twarzy. Ciało, kawałek po kawałku, zamieniało się w coś, co przypominało sałatkę tatarską, tylko znacznie mniej apetyczną i dużo bardziej krwawą. I jak tu nie wspomnieć, że to naprawdę jedna z najokrutniejszych kar śmierci?
Choć dziś takie metody kojarzymy raczej z horrorami lub filmami klasy Z, nie tak dawno były elementem nie tylko kar, ale i rozrywki (och, jak się ludzkość zmieniła – teraz wolimy Netflix i chipsy). Wśród najokrutniejszych kar śmierci są nie tylko te fizycznie bolesne, ale też psychicznie przerażające. Co łączy je wszystkie? Przerażająca kreatywność i brak empatii tych, którzy je projektowali i wdrażali. A może i drobna potrzeba wyładowania stresu w mrocznych czasach.
Jeśli ten tekst nie wystarczył Ci jako skuteczny sposób na odchudzanie przez utratę apetytu – kliknij dalej i odkryj, jak daleko potrafił posunąć się człowiek w swoich złowieszczych fantazjach: Zobacz też