Czy sport może uratować życie? Wydaje się, że to retoryczne pytanie. Ale nie dla Yusry Mardini – dziewczyny, która najpierw przepłynęła morze, żeby uciec przed wojną, a potem… przepłynęła jeszcze raz – tym razem po olimpijskie marzenia. Historia tej syryjskiej pływaczki to więcej niż filmowy scenariusz. To przykładowa lekcja o sile, determinacji i tym, co się dzieje, gdy talent spotka się z kryzysem humanitarnym. Rozsiądź się wygodnie i przygotuj chusteczki… oraz może ręcznik, bo będzie trochę o wodzie.
Od basenu w Damaszku do pontonu na Morzu Egejskim
Yusra Mardini urodziła się w Syrii w 1998 roku i już od najmłodszych lat czuła się jak ryba w wodzie. Niestety, jej domowa Damaszka przestała być miejscem do marzeń, a zaczęła przypominać scenerię z filmu katastroficznego. W 2015 roku, razem z siostrą, uciekła z kraju ogarniętego wojną. Co ciekawe, część tej dramatycznej ucieczki odbyła… pływając!
Łódź, którą płynęły wraz z innymi uchodźcami przez Morze Egejskie, zaczęła tonąć. No i tu właśnie zaczyna się moment filmowy. Dosłownie. Yusra i jej siostra skoczyły do wody, by pomóc przepchnąć łódź na bezpieczny brzeg Grecji. I nie, nie było tam ratownika Grega z Miami — były za to dwie młode syryjskie dziewczyny z talentem do kraula i ogromnym sercem.
Basen? Może być w Berlinie
Po heroicznej podróży, siostry trafiły do Niemiec. Tam Yusra wróciła do tego, co umiała najlepiej — pływania. Z pomocą lokalnych trenerów w Berlinie wróciła do formy, odzyskując nie tylko sprawność fizyczną, ale i nowy cel. Mało kto wierzył, że uchodźczyni bez obywatelstwa może wystąpić w igrzyskach olimpijskich. Ale jak to mówią – jeśli ktoś powie ci, że czegoś nie da się zrobić, najprawdopodobniej przerywa cię, gdy już to robisz.
Dzięki Międzynarodowemu Komitetowi Olimpijskiemu, w 2016 roku Yusra Mardini została wybrana do nowo utworzonego Zespołu Uchodźców. Nie reprezentowała Syrii, ani Niemiec — reprezentowała nadzieję.
Olimpiada, która zmienia życie
Na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro Yusra wystartowała w dwóch konkurencjach pływackich. Nie zdobyła medalu, ale zdobyła coś bardziej trwałego – serca milionów ludzi. Sportowy świat zobaczył nie tylko pływaczkę, ale twarz uchodźczego kryzysu, która miała odwagę nie tylko przetrwać, ale i walczyć o nowe życie.
W kolejnych latach Yusra nie spoczęła na laurach (choć być może jeden czy dwa sobie sprawiła — zasłużenie!). Została Ambasadorką Dobrej Woli UNHCR, wystąpiła w filmie „The Swimmers, który opowiada o jej życiu, i zaczęła motywować innych na całym świecie. Yusra Mardini pokazała, że nie trzeba mieć flagi, żeby zdobyć podium.
Nie tylko pływaczka – inspiracja globalna
Za swoją działalność Mardini otrzymała wiele nagród, ale najważniejsza to ta niematerialna – została ikoną. Dla uchodźców – symbolem nadziei. Dla sportowców – przypomnieniem, że sport nie zna granic. A dla wszystkich nas – dowodem na to, że człowieczeństwo i siła ducha mogą poprowadzić przez największe burze – także te dosłowne.
Dziś Yusra Mardini jest bardziej rozchwytywana niż memy o kotach. Jeździ po świecie, przemawia na konferencjach, inspiruje młodzież, i – oczywiście – nadal pływa. Może i nie ma na koncie złotego medalu, ale z pewnością mogłaby dostać trofeum za wytrwałość, odwagę i bycie zawodniczką życia.
Historia Yusry Mardini to opowieść, która zaczęła się w zniszczonym kraju, a dotarła aż do basenów olimpijskich – i nie zamierza się tam zatrzymywać. Pokazuje, że nie trzeba być superbohaterem fikcyjnym, żeby mieć nadludzką moc – wystarczy być człowiekiem, który płynie dalej, mimo wszystkiego. Jeśli więc następnym razem twoje postanowienie pójdę na basen zakończy się Netflixem i pizzą – pomyśl o Yusrze. I może spakuj kąpielówki.